O autorze
Od zawsze miałam słabość do pięknych rzeczy. Wpuszczając mnie do sklepu można mieć pewność graniczącą z przekonaniem, że wybiorę najładniejszy, a przy okazji najdroższy przedmiot. Cóż, to się nazywa talent.

Ale mówiąc całkiem serio, wierzę, że w otoczeniu pięknych rzeczy po prostu lepiej nam się żyje. Nie muszą być drogie i markowe. Ważne, żeby były ‚nasze’. I o tym jest to miejsce. Będę Wam pokazywać ludzi, którzy mają swój styl (bycia i życia) ciekawe miejsca, które warto zobaczyć, inspirujące historie i oczywiście piękne przedmioty.

Agnieszka Maciejak. Kocham luksus

Agnieszka Maciejak Fot. Maciej Piórko
Jej kultowe legginsy idealnie podkreślają kobiece kształty, a genialne futra chciałaby mieć każda dziewczyna, która kocha rockowy, niepokorny look. Rzeczy sygnowane marką Agnieszka Maciejak noszą największe polskie gwiazdy. Jest jedną z najlepszych polskich projektantek, co ma odzwierciedlenie nie tylko w kolekcjach, ale przede wszystkim w wynikach biznesowych jej firmy. Na polskim rynku mody to rzadkość. Twardo stąpa po ziemi, doskonale wie czego chce, nie odpuszcza, a przy tym wszystkim nie traci absolutnie nic ze swojej kobiecości.

Jaka jest różnica pomiędzy stylem a modą?

Styl to wszystko, co nas otacza, co świadomie wybieramy, w tym m.in muzyka, zapachy, przedmioty oraz ubrania, wszystko, czym chcemy wyrażać siebie. To sposób, w jaki chcemy siebie komunikować innym. Jest znacznie wyższym poziomem świadomości, niż aktualnie obwiązująca moda. Jest czymś, co możemy z niej zaanektować dla siebie, wybrać z wielu propozycji na rynku. Mieć styl to posiadać świadomość własnej osoby, akceptacji, które wynikają ze sposobu postrzegania świata. Musisz akceptować samą siebie, aby czerpać z mody, wyłącznie to, co jest dla ciebie najkorzystniejsze, najlepsze, bez względy na obowiązujące trendy.



Mój styl...

odzwierciedla sposób w jaki żyję, jak postrzegam świat, czym się otaczam. Nie buduję go, ponieważ jest naturalnym procesem, który wynika z mojego wnętrza. Jest częścią mojej osobowości, dlatego wydaje mi się, że stylu nie da się sztucznie wykreować. W moim przypadku to kwestia odrzucenia tego, czego na pewno nigdy nie założyłabym. Jestem nietypowym przypadkiem, ponieważ projektuję ubrania, całe spektrum wzorów, modeli, a jednocześnie sama wybieram ubiory bardzo zdecydowane, ale minimalistyczne, wręcz monotonne. Spełniają mianowicie podstawowe dla mnie kryterium: wygodę
Dom rodzinny…

ukształtował moją wrażliwość i sposób postrzegania świata. Byłam trzecią córką. Ojciec, który nie mógł się doczekać syna, przekazał mi wiedzę o życiu z męskiego punkt widzenia. Nauczył mnie samowystarczalności, wytrwałości oraz wszystkich najbardziej niezbędnych rzeczy, które potrafię dziś sama zrobić. Wszczepił we mnie zapał do pracy twórczej, a ponieważ od dziecka wykazywałam zdolności koncepcyjne i manualne, z łatwością przyswoiłam jego nauki. Dzięki niemu wiem, że w życiu należy liczyć wyłącznie na siebie. Nieustannie powtarzał mi, że nie ma rzeczy niemożliwych, wszyscy jesteśmy równi, mamy równe szanse na sukces. Z domu rodzinnego wyniosłam też stary typ wychowania, kindersztubę, szacunek do starszych i drugiego człowiek. Trudno dziś w to uwierzyć, ale zwracałam się do moich rodziców, jak ze starych, polskich filmów: czy tata pozwoli, proszę mamy etc. Jedną z najcenniejszych rzeczy, którą przekazał mi ojciec było to, że w każdej dziedzinie najważniejszy jest talent, który, niczym diament, dzięki pracowitości i cierpliwości, odpowiednim szlifom, staje się brylantem. Właśnie to czyni utalentowanych ludzi wyjątkowymi.

Mój dom...

jest biały, przestronny, dający poczucie wolności. Urodziłam się w dużym domu z ogrodem, dlatego szukając własnego miejsca, kierowałam się wizją świetlistego, przestronnego mieszkania, otoczonego tarasem. Szczęśliwie udało mi się takie zdobyć. Położone jest w sercu miasta, w modernistycznej kamienicy Robinsona, jednej z najpiękniejszych w Warszawie, która w 1938 roku zdobyła nagrodę za funkcjonalność, czyli samowystarczalność. W suterenach znajdowały się: pralnia, restauracja, pomoce kuchenne. Duże, przestrzenne okna doświetlały mieszkania, aby korzystać w pełni z otaczającej kamienicę natury. Z uwagi na to, że jestem artystką przestrzeń mojego domu jest biała, idealnie dostosowana do tworzenia. Na co dzień pracuję z kolorem oraz milionem odcieni czerni, więc w pracy muszę mieć świeże oko, dlatego w bieli odpoczywam, ona nie absorbuje moich zmysłów. Jest po to, aby zyskać dystans, świeżość myślenia. Uwielbiam również szkło, które działa jak pryzmat. Choć przeźroczyste, dzięki padającym promieniom rozszczepia wiązkę światła, błyszcząc ferią barw. Kocham kryształowe żyrandole, z uwagi na ich magiczne refleksy światła. Zachodzące, bądź wschodzące słonce ślizga się po nich, wówczas całe mieszkanie, choć białe, mieni się wszystkimi kolorami tęczy. To jest mój magiczny świat, który mnie inspiruje i uspakaja. Zanurzone w bieli mieszkanie pozwala mi tworzyć, skupić się i dostrzegać kształty.
Wiem czego chcę...

i wiem, że będę zawsze projektować. Życie nieustannie mnie inspiruje i cieszy, potrafię czerpać radość nawet z najdrobniejszych rzeczy i chwil. Mam przed sobą gigantyczną listę marzeń do zrealizowania i wiem, że prędzej, czy później uda mi się to wszystko osiągnąć. Bardzo dobrze wiem, czego chcę oraz czego sobie nie życzę. Życie to kwestia wyborów, a mimo to uważam, że można mieć wiele rzeczy na raz. Nie lubię skupiać się na wyborze, wolę znaleźć sposób, aby to osiągnąć. Wielkim szczęściem jest dla mnie możliwość realizowania wszystkich pomysłów, jakie powstają w mojej głowie.

Czerwona szminka...

jest dla mnie kwintesencją kobiecości, pewnego rodzaju fetyszem, tak samo ważną częścią stroju, jak buty, czy sukienka. Mam ich kilkaset, praktycznie wszystkie możliwe odcienie, jakie istnieją na rynku. Są w każdej kieszeni i w każdej torebce. Kocham kolor czarny, który jest moim znakiem rozpoznawczym, natomiast czerwona szminka jest substytutem pozostałych barw istniejących w przyrodzie. Fantastycznie rozgrzewa czerń oraz podkreśla mój charakterystyczny styl.
Buty…

Nie jestem w stanie wyjść z domu w źle dobranych butach. Tylko udaję, że nie mają dla mnie znaczenia, a w rzeczywistości są absolutnym dopełnieniem mojego stylu. Wydaje mi się, że w tym temacie jestem dość monotonna. Jeśli kupuję jedną parę i ona się sprawdzi tzn. ma dobry design i daje poczucie wygody i komfortu noszenia, wówczas kupuję kilka par tego samego modelu, w różnych wersjach kolorystycznych. Podstawą, jak we wszystkim, jest jakość. Lubię buty projektowane przez kobiety, które tworzą z myślą o innych, aktywnych, pracujących kobietach, dla których niezwykle ważne są: styl i komfort. Dlatego doceniam Isabelle Marant. Ubieram się na czarno, a neonowe, wygodne snickersy od Valentino są jedynym kolorowym akcentem w mojej garderobie, natomiast wieczorem wybieram wysokie szpilki (11 cm), które łagodzą mój kompleks wzrostu, często od KAZARa, bo kocham to, co polskie.
Na co dzień noszę…

wyłącznie swoje projekty. Mam po kilkanaście par tego samego modelu: leginsów, koszulek, bluz, spodni etc. Generalnie najbardziej cenię wygodę, ponieważ, jak większość pracujących kobiet, nie mam czasu praktycznie na nic. Specjalnie dla siebie robię wersje modeli XXL, ponieważ uwielbiam styl oversize, ubrania przeskalowane, powiększone w formie. Lubię kiedy „doły”, czyli nogi są dopasowane i wyeksponowane, natomiast „góry” zdecydowanie obszerne. Uwielbiam dobrą bieliznę. Zimą noszę futra lub otulam się męskimi, puchowymi kurtkami, które są obszerne i otulające, dają poczucie ciepła i komfortu.

Kiedy tworzę...

nie ma mnie dla całego świata. Znikam. To święty czas i moja największa przyjemność. To swego rodzaju luksus, kiedy mogę zamknąć się w pracowni i tworzyć. Uwielbiam stan najwyższej koncentracji, zwłaszcza przed pokazem - kulminacyjnym momentem procesu tworzenia, kiedy wszyscy działają na totalnej adrenalinie. Myślę, że jestem od tego stanu uzależniona. Jest to niezwykle ekscytujące!
Historia pewnych legginsów...

Wymyśliłam coś, czego wcześniej nie było. Jestem dumna, że udało mi się wykreować nieistniejącą część kobiecej garderoby. Coś pomiędzy leginsami, a spodniami. Mają wygodę tych pierwszych, a ubierają nogę jak spodnie. Moje kalejdoskopowe legginsy podbiły świat mody, nie tylko w Polsce. Były wielokrotnie kopiowane, a powstały na Koszykowej 10. Trudno uwierzyć, ale było to niemalże 10 lat temu. Jestem szczęśliwa, że klientki wciąż je uwielbiają. Legginsy to mój flagowy produkt, z którym jestem kojarzona od lat. Jest to niewątpliwy sukces.

Luksus…

absolutnie kocham, za to, że jest. Uwielbiam obracać się wśród szczególnych przedmiotów, lecz traktuję je lekko i z dużą nonszalancją. Luksus trzeba umieć smakować, aby w pełni cieszyć się życiem. Dla każdego znaczy coś innego. Dla jednych jest to czas spędzany z bliskimi, dla innych przeczytana książka, kontakt z naturą czy możliwość odwiedzania niezwykłych miejsc na świecie. W każdym przypadku ważne jest celebrowanie tych chwil i świadomość poczucia czystej przyjemności. Uwielbiam smak szampana o 5 rano na trawie, ponieważ, jak mawiają niektórzy, nie ma złej pory na otworzenie butelki.
Futra...

Kobiety dzielą się na te, które uwielbiają futra i te, które nie mogą sobie na nie pozwolić. W mojej rodzinie były rzeczą naturalną, dlatego są moją wielką miłością. Furta to wspaniałe i niepowtarzalne dzieła natury. Są unikalne, podobnie jak płatki śniegu. Nie ma dwóch identycznych. Jak mawiają pracujący dla mnie kuśnierze – dobre futro jest przekazywane z pokolenia na pokolenie, wówczas wiadomo, że spełnia swoją rolę: jest ponadczasowe i poza sezonowością. Nie musi wcale kojarzyć się ze starą, ciężką formą. Od dwóch lat tworzę kolekcje futer ze zwierząt jadalnych. Najbardziej fascynuje mnie wymyślanie nowych technik np. przeplatania futer opalizującą skórą, czy łączenia ich z elastycznymi materiałami. Te, które wychodzą z mojej pracowni, są nowoczesne, miękkie i szalenie wygodne. Uwielbiam kiedy klientki zestawiają je ze sportowymi butami, lub wkładają do dżinsów.
Notesy...

kupuję obsesyjnie. Jeśli wychodząc z domu przepakowuję się do torebki, w której nie ma notesu, muszę natychmiast kupić kolejny. Uwielbiam dobrodziejstwa ery multimediów. Kocham poznawać nowe technologie i szybko przyswajam nowe narzędzia. Jednak zawsze noszę przy sobie notes oraz wieczne pióro (z czerwonym atramentem). Dociskając stalówkę do papieru, pisząc i rysując odczuwam niesamowitą błogość. To jest coś, czego cywilizacja jeszcze nie jest w stanie zastąpić. Tworzę projekty w dwójnasób: piórem oraz w moim ukochanym Samsung Note Edge z rysikiem.
P.S.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...