O autorze
Od zawsze miałam słabość do pięknych rzeczy. Wpuszczając mnie do sklepu można mieć pewność graniczącą z przekonaniem, że wybiorę najładniejszy, a przy okazji najdroższy przedmiot. Cóż, to się nazywa talent.

Ale mówiąc całkiem serio, wierzę, że w otoczeniu pięknych rzeczy po prostu lepiej nam się żyje. Nie muszą być drogie i markowe. Ważne, żeby były ‚nasze’. I o tym jest to miejsce. Będę Wam pokazywać ludzi, którzy mają swój styl (bycia i życia) ciekawe miejsca, które warto zobaczyć, inspirujące historie i oczywiście piękne przedmioty.

Warynia Grela. Podróż nosi się w sobie...

Warynia Grela www.kateboss.pl; zdjęcia: Kate Boss
Która z nas, fanek niszowych kosmetyków i perfum nie zna GaliLu? To miejsce zupełnie wyjątkowe, gdzie między innymi można kupić najlepsze perfumy marek selektywnych, czy moje ulubione świece Diptyque. Koncept stworzyły dwie świetne dziewczyny, ale dzisiejsza opowieść będzie o jednej z nich. Warynię poznałam wiele lat temu, kiedy każda z nas pracowała w korporacji. Już wtedy wydawała mi się niezwykle ciekawą kobietą. Nasze spotkanie po latach tylko mnie w tym utwierdziło. Niezwykle wrażliwa, ciepła i konkretna jednocześnie. Z resztą przekonajcie się sami.

Żyję...
Oglądając niedawno film o Amy Winehouse, który jest w kinach, zwróciłam uwagę na zdanie Tonego Benetta, które brzmiało mniej więcej tak: “człowiek uczy się jak żyć, jeśli żyje wystarczająco długo”. Ja już chyba żyję wystarczająco długo. Udaje mi się względnie harmonijnie łączyć przeciwieństwa własnej natury, jak choćby potrzebę samotności z towarzyską naturą. Chyba pomaga mi poczucie absurdu i ironia, dzięki którym mam do życia spory dystans. Już dawno przestałam przejmować się rzeczami błahymi, w każdym razie tak lubię o sobie myśleć. Wciąż pociągają mnie przygody i podróże, ale coraz bardziej te, które kierują do wewnątrz. Bardzo dawno temu, podróżując na Fiji doszłam do wniosku, że dobrą podróż nosi się w sobie. I to chyba jedna z niewielu myśli z czasów mojej wczesnej młodości, pod którą i dziś mogę się podpisać. Wtedy to zdanie brałam dosłownie. Dzisiaj jest ono tak samo aktualne, ale podróż stała się metaforą.



Siła jest kobietą....
Myślę, że siła nie ma płci. Wyrasta wyłącznie z nas samych, z naszej samoświadomości i nie potrzebuje żadnych atrybutów. Nie wiem skąd się bierze - może z doświadczeń, a może rodzimy się z jakimś gotowym potencjałem siły i od nas tylko zależy czy to wykorzystamy. A może stajemy się silni na skutek doświadczeń? Jeśli miałabym siłę rozpatrywać w kontekście świata, w którym żyjemy, czy moich obserwacji, to znam zdecydowanie więcej silnych kobiet niż mężczyzn. Sama uważam się za silną. Więc tak, w tym kontekście, siła rzeczywiście jest kobietą.

Więcej inspirujących historii znajdziesz na kateboss.pl
Niezależność jest dla kobiety jak....

powietrze. Chociaż ostatnio, w tym kraju, brakuje mi powietrza. Czy niezależność pomaga? Nie wiem, nie znam innego scenariusza i żadnego innego dla siebie sobie nie wyobrażam. Nie uważam się za feministkę, ale bez zastanowienia czerpię z tego, co osiągnęły feministki. Uważam się za modelowy przykład kobiety początku XXI wieku, ze wszystkimi zaletami i wadami tej sytuacji. Nie dotknęły mnie nigdy żadne nierówności, nie musiałam walczyć o równouprawnienie. Moje życie jest kompletnie inne, niż np. życie mojej mamy czy babci, które w ten czy inny sposób podlegały różnym presjom, bo takie były czasy, bo świat wyglądał inaczej, bo inne były oczekiwania. Ja nigdy się tak nie czułam. Uważam emancypację za największe osiągnięcie. Dlatego nigdy nie chciałabym żyć w innych czasach, czy innym miejscu.

Więcej inspirujących historii znajdziesz na kateboss.pl
Ważna jest dla mnie rozmowa i otwartość...

Ważne są rozmowy z przyjaciółkami. Celowo mówię o kobietach, bo to z nimi mam najsilniejsze relacje i generalnie uważam je za fascynujące, zdecydowanie ciekawsze od większości mężczyzn. Lubię myśleć, że jestem osobą otwartą i choć generalnie to jest chyba prawda, to bywa też odwrotnie. Otwartość i rozmowa jest warunkiem przyjaźni, bo w końcu kobiety poznają się przez rozmowę, a w przyjaźni chyba najważniejsza jest dla mnie lojalność.

Ogród...
to moja pasja, obsesja, miłość. Poświęcam mu każdą wolną chwilę i wszystkie pieniądze. Uczy cierpliwości, bo to projekt na lata i pokory, ale wierzę, że odpłaca miłością za miłość, mimo że ta miłość czasem bywa trudna. Dużo się uczę, ale wciąż popełniam wiele błędów. Myślę, że praca fizyczna w ogrodzie jest też formą medytacji, z której czerpię niezwykły spokój i zadowolenie. Ostatnio usłyszałam, że w Melbourne każde drzewo dostało swój adres e-mail (oznaczono 70 tysięcy drzew) po to, żeby ludzie mogli zgłaszać problemy, jaki mogą stwarzać w ich sąsiedztwie. W rezultacie urząd miasta zalała fala listów miłosnych do drzew. Jaki piękny pomysł! Byłam wtedy na wakacjach i od razu zaczęłam pisać w myślach list do moich drzew (mam swoje ulubione, ale kocham wszystkie). Zupełnie na poważnie uważam, że efekt dużych przyrostów tej wiosny i piękne kwitnienie jest efektem moich uczuć do nich. Do mojego ogrodu mam taki stosunek, jaki niektórzy ludzie do zwierząt. Każdą krzywdę, która mu się dzieje przeżywam. Pierwsze ogrodowe wspomnienia? Rabarbar w ogrodzie we Wrocławiu i ogórki w tunelu, w ogródku warzywnym moich rodziców. Potem bawiłam się w robienie ogródka na starych działkach. Myślę, że ogrodnikiem trzeba się urodzić i jest to nie tyle zawód, ale chyba jakiś inny rodzaj człowieka. Rodzisz się z tym, albo nie. Fascynacja naturą i potrzeba bliskiego z nią obcowania jest darem. Interesują mnie wszystkie wymiary uprawy ogrodu i roślin. Fascynują mnie nasiona i potencjał życia, jaki w sobie noszą. Mogą być uśpione przez tysiące lat i zakiełkują. Paręnaście lat temu odnaleziono w starym grobowcu nasiona palmy daktylowej mające ok 2 tysiące lat. Z czterech wykiełkowało jedno i ma już 3 metry. Nazwano je Matuzalem! A najstarsze drzewo ma prawie 10 tys lat! I rośnie w Szwecji. Jeśli miałabym jeszcze raz zdecydować się kim zostanę jak dorosnę, to chciałabym pracować w banku nasion w Kew Gardens albo zostać ogrodnikiem.

Więcej inspirujących historii znajdziesz na kateboss.pl
Dom...

to azyl, schronienie, które porządkuje życie i daje poczucie bezpieczeństwa. Tu odpoczywam i wracam po podróży. Nie wyobrażam sobie życia na walizkach, w ciągłych rozjazdach. Lubię być otoczona moimi meblami, ulubionymi przedmiotami, spać we własnej, wykrochmalonej pościeli i we własnym, wygodnym łóżku. Często, kiedy jestem w podroży, tęsknię za moim łóżkiem i właściwie wstyd się przyznać, ale podróżuję z własną dużą poduszką. W ten sposób zabieram kawałek domu ze sobą. Ważny jest widok z okna (murza być drzewa) i światło. Starannie aranżuję przestrzeń wokół siebie i sprawia mi to mnóstwo przyjemności. Z drugiej strony, czasem sobie wyobrażam, że tracę wszystko i nie czuję jakiegoś specjalnego żalu. I chyba nie ma nic, bez czego nie mogłabym się obejść, włączając w to zdjęcia i pamiątki.
Więcej inspirujących historii znajdziesz na kateboss.pl

Książki…
są historią moich zainteresowań i pasji, a czasem miłości do konkretnych autorów. Moje zainteresowania są zwykle zawężone do bardzo konkretnych zjawisk czy nazwisk. A więc jest długi okres fascynacji niemiecką fotografią czy konkretnymi malarzami. Był okres zainteresowania designem z połowy XX wieku, architekturą wnętrz, czy kolorem. Jeśli coś bardzo pokocham, to chcę to mieć na własność, a posiadanie książki w pewnym sensie przybliża mnie do historii, którą opowiada lub do jej autora. Mam mnóstwo książek, powieści do których wracam. Z kolei albumy dają mi możliwość intymnego kontaktu z wybranym dziełem sztuki. Intymnego bo samotnego, a samotność jest niezbędna do zrozumienia artysty albo tego na co się patrzy. Jednak tak naprawdę, od paru lat poza beletrystyką, którą uwielbiam tak samo jak dobre kino, w zasadzie interesuje mnie tylko ogrodnictwo i botanika. Prenumeruję różne zagraniczne czasopisma na ten temat, kupuję “Działkowca” I “mój piękny ogród” :) Poza tym, lubię otaczać się książkami, bo wtedy czuję się bardziej inteligentna ;-)
Styl...

to próba wyrażenia osobowości, czasem udana, czasem nie. Dobrze, jeśli jest niewymuszona, naturalna, wtedy budzi mój podziw. W przeciwnym wypadku czuję fałsz, jakieś oszustwo. Dla mnie łączy się przede wszystkim z ubraniem, z wizerunkiem, ale nie tylko. To również styl życia, spędzania wolnego czasu, a ostatnio nawet gotowania. Nie przeceniałabym stylu, uważam, że przywiązuje się do niego zbyt dużo wagi. Nie o wszystkich wartościowych ludziach, których znam, mogę powiedzieć, że maja styl. Za to często o tych, którzy go mają, że poza stylem jest tam niewiele... Ja sama myślę o sobie, że nie mam stylu. Jakoś bardzo mi to nie przeszkadza, chociaż patrzę z podziwem na przykład na Sofię Coppolę i myślę sobie, że ona to ma styl…

GaliLu...
Urodziło się zupełnie spontanicznie, bez długich przygotowań, analiz czy badań rynku. To nie był plan, ale na poziomie intuicyjnym obie (z moją wspólniczką Agnieszką Łukasik) byłyśmy pewne, że to będzie sukces. Nie było miejsca na wątpliwości. Stworzyłyśmy firmę, dla której same byłyśmy grupą docelową. W GaliLu sprzedajemy tylko to, co same lubimy, co nam się podoba, natomiast marki były i zawsze będą naszym subiektywnym wyborem. To jedyne kryterium. Dzisiaj widzę ile miałyśmy odwagi. GaliLu daje mi wolność, niezależność, ale też zobowiązuje. Czujemy się obie z Agnieszką odpowiedzialne za naszą firmę. Dzięki Galilu poznałyśmy mnóstwo świetnych ludzi, mam na myśli twórców i właścicieli marek, które sprzedajemy. Większość to niesamowite koncepty, konsekwentnie budowane marki stworzone przez ludzi z pasją. Lepiej ich poznając, łatwo uwierzyć w to co robią. Kiedy biorę do ręki produkt Aésop’a widzę, że jest on dokładnie tym, czym jest i nie udaje, że jest czymś więcej, nie nęci reklamami z młodymi modelkami i nie obiecuje, że zmieni moje życie. Uwielbiam koncept Frederica Malle'a, który stworzył jedną z najważniejszych współczesnych marek perfumeryjnych. Nie uznaje żadnych kompromisów, a zapachy, które wydaje, to w 100% kreacje najwybitniejszych nosów. Malle daje im nieograniczony budżet i czas na stworzenie takiej kreacji, pod którą mogą się w pełni podpisać, która jest w pełni autorska, jak każde dzieło sztuki. Bo tym są – te najwybitniejsze perfumy to dzieła sztuki. GaliLu jest żywym organizmem, ciągle się rozwijamy, mamy dalekie plany, a marki takie jak te z którymi współpracujemy, oraz ludzie, którzy je tworzą są dla nas nieustanną inspiracją.

Więcej inspirujących historii znajdziesz na kateboss.pl

Trwa ładowanie komentarzy...