O autorze
Od zawsze miałam słabość do pięknych rzeczy. Wpuszczając mnie do sklepu można mieć pewność graniczącą z przekonaniem, że wybiorę najładniejszy, a przy okazji najdroższy przedmiot. Cóż, to się nazywa talent.

Ale mówiąc całkiem serio, wierzę, że w otoczeniu pięknych rzeczy po prostu lepiej nam się żyje. Nie muszą być drogie i markowe. Ważne, żeby były ‚nasze’. I o tym jest to miejsce. Będę Wam pokazywać ludzi, którzy mają swój styl (bycia i życia) ciekawe miejsca, które warto zobaczyć, inspirujące historie i oczywiście piękne przedmioty.

Agata Kościkiewicz. Żyję kiedy daję

Agata Kościkiewicz
Agata Kościkiewicz www.kateboss.pl; Zdjęcia: Irina Yarulina
Agata kojarzy mi się z 'dziewczyną z sąsiedztwa'. Bo dziewczynę z sąsiedztwa każdy lubi i każdy chce być taki jak ona. Niby zwyczajna, a jednak żaden facet nie przejdzie koło niej obojętnie. Tak samo dobrze wygląda w trampkach jak i w szpilkach. Mimo, że sama nie bardzo to dostrzega, jest niezwykle kobieca. Ma ten błysk w oku i uśmiech, który ma coś z tajemnicy. Otwarta, ciepła, ze szczyptą uroczej szelmy. Uważa przy tym, że nie ma stylu, ale prawda jest taka, że styl to Ona.

Styl to…
świadomość siebie, tego co lubisz i tego, czego potrzebujesz od życia. Styl to chyba też brak kompromisów, bo ma być Twój.



Mój styl..
Mój styl? Jeśli mówimy o ciuchach, to uważam, że go nie mam. Balansuję pomiędzy skrajnościami. Szpilki lub Conversy, mała czarna lub zniszczony t-shirt. Jeśli mówimy o życiu, to jest nim rodzina i gotowanie. Jestem rozpięta pomiędzy dziećmi i domem, a własnym biznesem, którym jest restauracja. I są nim jeszcze ludzie. Bez bliskich i przyjaciół wokół nie wyobrażam sobie życia.

Więcej inspirujących historii znajdziesz na kateboss.pl
Mój dom dzisiaj…
to Jan i Mikołaj :) Nieważne gdzie, czy w kamienicy na Mokotowie, czy w domu na końcu świata. Mój dom to moi mężczyźni. To chaos i swoboda, nasi przyjaciele, zapach pieczonego ciasta, książki kucharskie, albumy o fotografii, kilka ulubionych zdjęć i obrazów.

Więcej inspirujących historii znajdziesz na kateboss.pl
Mama…
Jesteśmy dla siebie największym oparciem. Ma szósty zmysł. Zawsze wie, kiedy jej potrzebuję. Zjawia się wtedy po prostu i jest. To ona nauczyła mnie samodzielności i samowystarczalności. Jako młoda dziewczyna bardzo się przeciwko temu buntowałam. Długo nie mogłam tej lekcji zrozumieć. Po latach widzę w tym ogromną mądrość. Mama była zawsze dużo silniejsza niż jej partnerzy. Całe życia miała swoją firmę. Mówiła ‘zapracuję na wszystko sama’. Mam to po niej.

Dajemy sobie bardzo wiele miłości i troski, ale tak samo dużo przestrzeni. Wydaje mi się, że na tym powinna polegać zdrowa relacja miedzy dzieckiem, a rodzicem. Stać obok, nie oceniać, pozwolić na błędy, wspierać i zawsze być. Tak właśnie staram się postępować z chłopcami. Daje im dużo swobody, bo chcę żeby wyrośli na samodzielnych mężczyzn, ale też uczę ich szanować i akceptować ludzi. Dając im dużo ciepła i miłości uczę ich tego, że nie należy wstydzić się okazywania uczuć. Mówię im jak należy dbać o swoją kobietę. Tego, że trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny. Mam nadzieję, że wyrosną na fajnych, wartościowych facetów .

Wrażliwość…
Jest wryta w moje DNA. Jestem wrażliwa na ludzi, dzieci, na zwierzęta, na krzywdę innych… Już będąc młodą dziewczyną, pracowałam jako wolontariuszka w domu dziecka. Jeździłam do schroniska wyprowadzać psy i głaskać koty. Tak było odkąd sięgam pamięcią. Wiem, że inni tę moją cechę wykorzystują, ale nie potrafię inaczej. Może dlatego, że muszę czuć się potrzebna…? To też. Myślę, że po prostu wolę dawać niż brać. To egoistyczne, bo w gruncie rzeczy służy budowaniu poczucia własnej wartości, ale tak mam. Gdyby nie dzieci, pewnie dzisiaj pracowałabym gdzieś na misji.

Gotowanie…
Jest z tej części mnie, która jest o dawaniu innym. Przy gotowaniu potrafię zapomnieć o całym świecie. Od zawsze miałam fioła na punkcie deserów, a raczej ciast, i muszę przyznać, że tak zaczęła się moja przygoda z byciem restauratorem. Moja pierwsza restauracja to Basico. Moje najmłodsze dziecko Bisti na Mokotowie . Wiem, że się powtarzam, i że to banał co teraz powiem, ale lubię zadowalać ludzi, dlatego nie ma nic przyjemniejszego niż błogostan w oczach gości, którzy u mnie jedzą. To właśnie połączyło mnie z moim szefem kuchni, Krzysztofem Feńskim. Pracujemy razem od kilku lat. Już od pierwszego dnia wspólnej pracy, jak wariaci wymienialiśmy się uwagami i książkami kucharskimi ... Nazywam to chemią w kuchni ;) Cieszymy się jak dzieci, kiedy nasi goście chwalą jedzenie, a przede wszystkim kiedy wracają kolejny raz ...ideał :)))

Więcej inspirujących historii znajdziesz na kateboss.pl
Jestem…
ambitna. Panicznie boję się porażki. Na wszelki wypadek boję się na zapas, jak się okazuje po czasie – zupełnie niepotrzebnie. Chcę być najlepsza - zawsze i we wszystkim. Lubię wyzwania, lubię tworzyć. Nudzi mnie monotonia dnia codziennego. Jestem zadaniowa. Bisti ma niespełna dwa miesiące, a ja najchętniej otwierałabym już kolejne miejsce. Dziwię się, że tyle lat wytrzymałam w małżeństwie (śmiech!) To zupełnie niezgodne z moją naturą i rodzinnym przekazem. Moja prababcia miała pięciu mężów, moja babcia miała pięciu mężów, moja mama również… czy muszę kończyć to zdanie? ;-)

Miłość...
Pamiętam, że kiedy byłam nastolatką, babcia śmiała się ze mnie, że co pięć minut jestem zakochana. Ja uwielbiałam ten stan ekscytacji i motyli w brzuchu. Na szczęście z tego się wyrasta, a do prawdziwej miłości dojrzewa. Dzisiaj obserwuję wśród moich znajomych powrót do osiemnastowiecznych zwyczajów swatania swoich dzieci. Popychają je do związków z rozsądku, skalkulowanych na biznes i budowanie rodzinnych imperiów. Nie oceniam, zastanawiam się tylko, czy te dzieci kiedykolwiek będą szczęśliwe w związku z drugim człowiekiem. A może to ja czegoś nie rozumiem…

Myślę, że my kobiety, z wiekiem coraz bardziej to uczucie doceniamy, bo wiemy już, czym jest. Dojrzewamy wraz z doświadczeniem, które niesie życie. Mniej oceniamy siebie i innych, a więcej akceptujemy. Mniej jest czarno – białych kolorów, a więcej odcieni szarości. Kiedyś myślałam, że zdrada to koniec związku. Dzisiaj zastanawiałabym się, jaki miałam w tym udział.
Marek…
(...)

Kobiecość…
Zawsze łatwiej mi dostrzec ją w innych kobietach niż w sobie. To pewnego rodzaju błysk w oku, gest, barwa głosu i sposób bycia. Kobiecość to wg mnie rodzaj zmysłowości, takiej niezdefiniowanej i nieuchwytnej. Lubię patrzeć na takie kobiece kobiety. I bardzo zazdroszczę kobietom zadbanym, które mają czas na poranny makijaż. Mając dwójkę dorastających synów, restaurację i mnóstwo na głowie, nie mam na to czasu. Wstaję, wrzucam na siebie t-shirt, jeansy, koszulę w kratę i włączam autopilota…

Więcej inspirujących historii znajdziesz na kateboss.pl
Trwa ładowanie komentarzy...