O autorze
Od zawsze miałam słabość do pięknych rzeczy. Wpuszczając mnie do sklepu można mieć pewność graniczącą z przekonaniem, że wybiorę najładniejszy, a przy okazji najdroższy przedmiot. Cóż, to się nazywa talent.

Ale mówiąc całkiem serio, wierzę, że w otoczeniu pięknych rzeczy po prostu lepiej nam się żyje. Nie muszą być drogie i markowe. Ważne, żeby były ‚nasze’. I o tym jest to miejsce. Będę Wam pokazywać ludzi, którzy mają swój styl (bycia i życia) ciekawe miejsca, które warto zobaczyć, inspirujące historie i oczywiście piękne przedmioty.

Monika Kapłan. Dlaczego nie potrafimy bawić się modą.

Na zdjęciu Monika Kapłan
Na zdjęciu Monika Kapłan www.kateboss.pl; Zdjęcia: Fabiola Jaghnoun-Jurga
Zapomnijcie o stylistkach i redaktorkach działów mody. Jeśli faktycznie ktoś zna się na modzie i rozumie nas, konsumentów, to jest to właśnie Monika Kapłan - Gerc, która współtworzyła strategie wielu polskich marek odzieżowych. Na co dzień wykłada w warszawskiej szkole VIVAMODA Industrial, School of Form i na podyplomowych studiach Leona Koźmińskiego. Karierę zawodową rozpoczynała we francuskim biurze stylu Peclers Paris. Zarządzała działami marketingu LPP i Deni Cler. Z Moniką rozmawiamy o tym, jak się ubieramy, czy jesteśmy stylowi oraz czy polscy projektanci faktycznie warci są swoich cen.

Patrzę na polską ulicę i najpierw jest Warszawa, a potem cała Polska. Poza tym dominują na tej ulicy sylwetki klucze. Dziewczyna w obcisłych, granatowych dżinsach, do tego wysokie, czarne kozaki i krótka kurtka. Ten look ma kilka odmian. Albo ultra kobieca sukienka przed kolano z dekoltem i zaznaczoną talią. Taka, którą Polki noszą do biura, i na różnego rodzaju okoliczność – od chrztu i wesela, na rodzinnym obiedzie kończąc…. Całość najczęściej szara, czarna…i każdy kto się wybija z tego szarego tłumu jest freakiem.



- To co z pewnością obserwuję, to fakt, że kobieta ma potrzebę bycia ultra kobiecą. Ta kobiecość jest nieco przerysowana i króluje estetyka nadmiaru. But na wysokim obcasie, podkreślony biust, wytaliowana sylwetka. Jeżdżąc sporo po Polsce i uczestnicząc w badaniach konsumentów, taki mam właśnie obraz polskiej kobiety. Oczywiście pozostaje pytanie, czy to jest złe, bo być może europejski sznyt, wcale nie jest jedynym obowiązującym wzorcem.

Zatrzymajmy się w takim razie na moment przy tej kobiecości. Włoszki i Francuski – o nich można również powiedzieć, że są niezwykle kobiece…

- Kobiecość Francuzek jest niepodważalna, ale też nieoczywista. Ona założy marynarkę i balerinki, ale inaczej niż Włoszka, nie obwiesi się już wielką biżuterią. Często pojawia się taki złośliwy komentarz, że Włoszki, są prowincjonalne w tej swojej kobiecości. Oczywiście mówimy o pewnym mainstreamie, bo w końcu włoska, wysoka moda, należy do jednej z najlepszych na świecie. Stąd też pewnie miłość polskich marek, które wejdą już na pewien poziom sprzedaży, żeby w designie odwoływać się do włoskiej mody. Kiedy pracując w Deni Cler, która przecież ma włoskie korzenie, rozmawiałam z klientkami, one często odwoływały się do włoskości. Pamiętam, że raz wprowadziliśmy kolekcję, która odchodziła od tego kobiecego przesytu. W głównej mierze bazowała na klasycznych ale minimalistycznych krojach, wzorowanych na estetyce francuskiej. I ta kolekcja kompletnie nie podobała się klientkom. One mimo wszystko oczekiwały błyszczącego guzika, puchowej kurtki, która również błyszczy, akcentu w postaci złotego paska. Więc Polkom znacznie bliżej jest do Włoszek, które są bardzo na pokaz, trochę przerysowane.

Więcej inspirujących materiałów na www.kateboss.pl
Z polskich marek niezwykle kobieca jest marka Mohito, którą Polki uwielbiają.

- Tak, Mohito jest przykładem marki, w której wizerunek kobiety jest przestylizowany, sztuczny, mocno odbiegający od naturalności. Tu wszystko jest ‘show off’. Bardzo eleganckie, intensywne w kolorze, fakturze tkaniny i mocnej sylwetce. To inaczej niż np. w trendach ulicy Nowego Jorku, gdzie eleganckie rzeczy są jedynie elementem sylwetki, a cała reszta jest na przykład sportowa, albo całkowicie casualowa, np. dziewczyna założy hiphopową czapkę do eleganckiego płaszcza. To jest dla mnie właśnie finezja w modzie, która pokazuje też pewien dystans do siebie. Kobieta nie musi już tak bardzo męczyć się w tym ultra kobiecym mundurku, może też być sobą i nie jest to takie nadmuchane. Moja obserwacja Polek pod tym względem dotyczy też makeupu i włosów. Polki są bardzo zadbane pod tym względem, zawsze z wymodelowanymi włosami, pełnym makijażem. Jednym słowem jesteśmy ‘zrobione’. Osobiście brakuje mi w tym luzu. A brak luzu może nas postarzać.

Dlatego cały czas uważam, że my się mimo wszystko nie najlepiej ubieramy, a ubranie w dużej mierze służy podkreślaniu statusu. Stąd przecież miłość Polaków do marek. Wszechobecne Hilfigery, Polo Laurenty, Hugo Bossy i inne.

- Jest w tym coś o tyle, że faktycznie Polki z tzw. korporacji traktują elegancję bardzo serio. Garnitur lub elegancka sukienka, szpilki w połączeniu z torebką z twardej skóry, która zastępuje biznesową aktówkę. Do tego oczywiście pełny makijaż i mamy klasyczną Polkę, która wygląda na ładnych parę lat starzej niż jest w rzeczywistości. To jest taki miks, który powoduje, że ta kobieta jest na koniec trochę oczywista, trochę sztywna, w jakimś sensie banalna i jeszcze do tego strasznie poważna.

Więcej inspirujących materiałów na www.kateboss.pl
A kto ubiera się w Zarze?

- Zara to marka instytucja. Podobnie jak H&M. W Zarze ubiera się więcej kobiet w średnim wieku, właśnie takich, które cenią elegancję. Faktem jest również, że tam, gdzie pojawia się Zara, zmieniają się kanony / standardy mody. Gdyby Zara pojawiła się na przykład w takich Wadowicach, to jestem przekonana, że od razu zostałaby zaanektowana jako aspirujący must have. Bo Zara nieco wykracza poza małą czarną, mocno bazuje na trendach, współczesnych krojach i całkiem ciekawych materiałach.

No właśnie, ale kolekcje Zary w Polsce bazują na elegancji w przeważającej mierze. Jak patrzę na przeciętną Polkę, to niestety kojarzy mi się z ciocią klocią, taką pancią właśnie. Sukieneczka, kurteczka, falbaneczka. Nawet jak już założy te podarte dżinsy, to upstrzy je zaraz złotą biżuterią i szpilkami. Bardzo brak nam dystansu i luzu w tym jak się ubieramy. Na dodatek pokutuje przekonanie, że przysłowiowe podarte dżinsy nosi młodzież albo odjechane freaki.

- Polki boją się eksperymentów. Wolą pójść do jednego sklepu, gdzie widzą konkretny wzór, sylwetkę, którą mogą się kierować. A to jest właśnie w modzie najlepsze, że można się z nią bawić, eksperymentować, próbować łączyć różne style: minimalizm z vintage.

Z czego to wynika, że nie potrafimy tego robić, bawić się modą?

- Z dość wąskiej oferty jednak. W centrach handlowych oferta sklepów skierowana jest do segmentu masowego, więc stosunkowo rzadko można dostać coś innego. A rynek projektantów wciąż jest jeszcze w powijakach, poza tym dość drogi jak na kieszeń przeciętnego Polaka. Mało mamy też marek niszowych. To pewnie przyjdzie też wraz z rozwojem rynku e-commerce.

Więcej inspirujących materiałów na www.kateboss.pl
Jest moda i jest styl.

- Tak, to nawet jest większy temat niż to czy Polki się dobrze ubierają czy nie. Zdecydowanie Polacy nie posiadają wiedzy czym jest styl, o jego budowaniu nie wspominając. I nie chodzi o styl narodowy, a o indywidualny styl każdego z nas. Pewnie wynika to z naszej historii oraz rozwoju gospodarczego. Najpierw jest oferta wszystkiego, co dostępne na rynku, w tym wszystkich trendów. To na przykład daje nam H&M, pokazując w danym sezonie wszystkie dominujące trendy. Młodzi ludzie chłoną je, patrząc na modę dość bezkrytycznie. Natomiast z wiekiem zauważamy, że w czymś czujemy się lepiej, a w czymś gorzej. Zaczynamy też być w pewnych środowiskach, żyć w określony sposób, a to z kolei wpływa na to, co mamy w naszej szafie. Tak właśnie kształtuje się styl. Styl z pewnością nie jest oderwany od mody czy trendów jako takich – w końcu żyjemy tu i teraz. Natomiast ważna jest umiejętność wyciągania z nadmiaru, który daje nam moda, tego co najbardziej nam pasuje. Tak więc teoretycznie styl przychodzi najpierw z wiekiem, a potem z rozwojem rynku mody. W Polsce faktycznie ludzie dojrzali, wychowani w PRL (po 25 roku życia), rzadko miewają wyrazisty styl, ponieważ zabrakło etapu młodzieńczych eksperymentów i testowania wszystkiego.

Dlaczego tak jest?

- Bo moda u nas rozwinęła się stosunkowo późno. Po czasach „skromnego” PRL-u i braku dostępu do czegokolwiek, pokolenie które ma dostęp naprawdę do wszystkiego, to pokolenie dzisiejszych dwudziestoparolatków. PRL nauczył nas kultury niewyróżniania się z tłumu, wstrzemięźliwości, noszenia szaro-burych kolorów. Dzisiaj trudno nam z tego wyjść, dlatego poszukujemy prostych i bezpiecznych rozwiązań. Z jednej strony ślepo podążamy za sieciówkami, kupując co popadnie, z drugiej kompletnie nie dbamy o to, co mamy na sobie. Tę zmianę pokoleń świetnie widać na przykładzie chłopców w wieku gimnazjalnym. Oni nie mają problemu z ubraniem różowej koszuli, obcisłych rurek, czy dopasowanych t-shirtów. Nie naznacza to ich męskości. Stylowość pokolenia PRL pojawia się co najwyżej w niszowych środowiskach, w wielkomiejskiej, aspirującej Warszawie, albo w środowisku artystycznym i fashion, czyli wśród ludzi, dla których ważna jest estetyka.
Poruszyłaś wg mnie bardzo istotny element mody, czyli wyczucie estetyki. To ono przecież decyduje o guście, o tym co na siebie zakładamy, ale też o tym, jakie budujemy domy czy jak urządzamy mieszkania. Patrząc całościowo, uważam, że szczególnie u nas Polaków, wyczucie estetyki jest na minimalnym poziomie.

- Tak, my wychowani w PRL-u zostaliśmy w pewien sposób pozbawieni pewniej wrażliwości na zmysłowość. Bo jak przypominam sobie moje dzieciństwo, i przekaz jaki dali mi rodzice, to przede wszystkim pamiętam kult wykształcenia, zaradności, skromności, oraz tego, że jedzenie ma tylko funkcję biologiczną, że w domu urządzamy tylko tym co jest dostępne. Myślę, że nie tylko ja taki przekaz otrzymałam. To prowadzi wprost do naturalnego zjawiska jakim jest uśpienie całej sfery zmysłowej i estetycznej.

To o czym mówisz, świetnie oddają trendy w sposobie kupowania przez nas Polki bielizny. Kupujemy ją kiedy poznajemy nowego faceta, i w sytuacjach, kiedy stara bielizna przestaje nadawać się do noszenia. Poza tym, nie przykładamy prawie kompletnie wagi do bielizny. W końcu jej nie widać, a makijaż czy włosy owszem…

- No właśnie! W końcu jak się pojawia nowy facet, motywacją staje się wyeksponowanie swojej kobiecości. Ale czy nie byłoby nam milej, gdybyśmy na co dzień nosiły piękną, zmysłową bieliznę? Oczywiście, że byłoby, tylko że „niewytrenowane” w tej sferze, po prostu nie mamy tego w sobie. Pamiętam, jakiś czas temu byłam na wykładzie Włoszki, która wykładała studentom modę włoską. Co było w tym najciekawsze, mówiła o modzie właśnie w kontekście zmysłowości, i tego, że Włosi mają ją wpisaną w swoje DNA. Dla nich oczywiste jest, że rzecz ma swój dotyk, fakturę, kolor, że jedzenie ma smak, i że jest celebracją. Słynne włoskie dolce vita! Niby to wszystko proste i banalne, ale faktycznie trzeba być na to wyczulonym, by wbudować to na stałe w swoje życie. My niestety nie jesteśmy wykształceni w sferze sensualnej, do której należy między innymi zmysł wzroku, związany między innymi z tym jak wyglądamy. Oczywiście, od paru ładnych lat przechodzimy przyspieszony kurs w tej dziedzinie, i widać to chociażby po tym, jaką uwagę zwracamy na jedzenie, jego jakość, ale też na miejsca do których chodzimy jeść. Program Magdy Gessler cieszy się powodzeniem przez tyle sezonów nie bez powodu.

Zmysły są dla mnie elementem radości życia.

- Oczywiście, że tak. A moda do nich z pewnością należy. Potrzebujemy jednak czasu i zmiany pokoleń, ale też pewnego dobrobytu społecznego, żeby ten nawyk w sobie utrwalić, a modę postrzegać nie tylko przez próżność, ale również jako czynnik, który tę jakość życia może nam poprawiać.

Więcej inspirujących materiałów na www.kateboss.pl
Czy po tylu latach doświadczenia w branży, jest jeszcze coś co Cię zaskakuje, kiedy na przykład uczestniczysz w badaniach i słuchasz tego, co ludzie mówią o modzie?

- Tak, zdecydowanie. Przede wszystkim to, jak wielka jest różnica pomiędzy tym jak chodzi ubrana Warszawa i każde inne miasto w Polsce.

Nawet duże miasto?

- Najbardziej oczywiście tę różnicę widać w mniejszych miastach, ale też na przykład pomiędzy Warszawą a Krakowem, czy Trójmiastem. Różnicę widzę w świadomości mody, marek, tym, co dla kogo jest marką. W Warszawie jest jednak mimo wszystko więcej ludzi, którzy pracują w dużych korporacjach, jeżdżą po świecie i nieźle zarabiają. Generalizując, cechuje ich większa otwartość, ale też świadomość siebie. Oni są zdecydowanie odważni w świadomym budowaniu własnego wizerunku. Przerobili już klasykę i marki dostępne w centrach handlowych. Teraz kupują ubrania przez internet albo za granicą, a w Polsce szukają marek niszowych, które są im w stanie zaproponować coś innego. Jednak w porównaniu do innych europejskich stolic, to wciąż jest garstka.

W pozostałym miastach moda jest tam, gdzie jest centrum handlowe i fajne witryny.

I to jest wyznacznik?

- Tak. Centrum handlowe i marka w tym sklepie. W małym mieście jest to posunięte jeszcze dalej, ponieważ tam wyznacznikiem trendów są małe sklepiki, w których można dostać czasem markowe rzeczy ale też sporo tych bez marki. Tam też całkiem aspiracyjnym brandem jest H&M, ponieważ nie jest tam dostępny. Więc od czasu do czasu, kobiety jeżdżą do dużego miasta właśnie na zakupy do H&M. I to jest jakieś wydarzenie. Nie ma co się z tego śmiać, bo jeszcze niedawno tak było w dużych miastach, a jest tak w dalszym ciągu w przypadku marek, które w Polsce nie są dostępne.

Więcej inspirujących materiałów na www.kateboss.pl

Swoją drogą ja H&M uwielbiam, za te perełki, które można tam znaleźć, za limitowane kolekcje projektantów i za świetne dodatki. Inną sprawą jest natomiast fakt, że nawet duże marki nie sprowadzają do Polski tych najbardziej trendowych kolekcji. Bo to się zwyczajnie nie sprzedaje. Kiedyś rozmawiałam z brand managerem dużej marki, która produkuje jeansy. Zadałam pytanie, dlaczego u nas nie można dostać tych najciekawszych modeli. Odpowiedział mi, że chętnie by je sprowadzali, ale kiedy mają tak zwaną kontraktację, jednym z pierwszych pytań jest: „Panie, a gdzie czapki?” To pokazuje, że my nie jesteśmy gotowi próbować nowych rzeczy, natomiast bezpiecznie czujemy się w tym, co już oswoiliśmy, a proces oswajania trwa niezwykle długo.

- To jest też kwestia zasobności portfela. Trendowe kolekcje mają to do siebie, że za pół roku, albo za rok, nie są już modne. Ludzie za granicą mogą sobie na nie pozwolić, w Polsce jeszcze niekoniecznie. Poza tym, ludzie mimo wszystko wolą wydawać na wakacje czy jedzenie niż na ciuchy.

Zakładając, że tak faktycznie jest, czy nie uważasz, że ceny polskich projektantów są kosmiczne? Byłam ostatnio w butiku jednego z nich. Oglądałam piękną sukienkę z jedwabiu, bardzo klasyczną, w stylu lat 70-tych, ale trudno o niej powiedzieć, że była niepowtarzalna czy wyjątkowa. Kosztowała 8000 zł…Pomyślałam sobie, że to absurd, bo wiem, że dobra krawcowa uszyje mi tak nieskomplikowany projekt za nie więcej niż 500 zł, wliczając w to cenę materiału…

- Bo to jest absurd…

Więc jeśli miałabym już wydać te 8 tys, to wydałabym je na marki typu PRADA czy CELINE na przykład…

- Wydaje mi się, że sukienki w tej cenie nie są sprzedawalne. Może pojawią się jedna – dwie klientki, które są zafascynowane osobowością projektanta, jego ostatnimi pokazami, relacjami w Vivie i one je kupią. Zwłaszcza jeśli nie mają stresu finansowego. Dla mnie nie jest to smart shopping i wynika z niedojrzałości naszego rynku. Poza tym, według mnie, w tak wysokich cenach więcej jest marketingu niż strategii sprzedażowej.

A czy nie uważasz, że generalnie polscy projektanci są zbyt drodzy?

- To zależy jacy. Ci którzy należą do rynku dojrzałego, na przykład Gosia Baczyńska, Łukasz Jemioł, Maciej Zień, którego już nie ma swoją drogą, TOMAOTOMO i jeszcze kilku innych, czyli to pokolenie, które wybiło się pod koniec lat dziewięćdziesiątych, faktycznie ma absurdalne ceny. Dzieje się tak, ponieważ spozycjonowali siebie nie tyle w segmencie premium, ile w super premium, czyli segmencie designers brands, do których należą wielkie luksusowe marki. Pytanie, czy faktycznie ich kreacje usprawiedliwiają tak wysokie ceny. Moim zdaniem nie, dlatego ich rynek się kurczy, a w to miejsce wchodzą projektanci z pokolenia HUSH’a, Mustasha czy showroom.pl. Nagle pojawia się stu kilkudziesięciu projektantów, którzy robią może małe ale bardziej demokratyczne kolekcje do tzw. normalnego noszenia. One nie są już tak drogie, bo sukienkę można kupić już od 200 zł. Oczywiście, przed młodszym pokoleniem projektantów jeszcze długa droga, zwłaszcza jeśli chodzi o design i ciągłość kolekcji. Bo stosukowo łatwo jest uszyć dzianinową bluzę, znacznie trudniej natomiast dobrze skrojony garnitur dla kobiety biznesu.

Niemniej jednak, ten rynek zaczął się już zmieniać, a za nim powoli będzie się zmieniało nasze podejście do mody i stylu. Potrwa to jeszcze niestety parę lat.

Więcej inspirujących materiałów na www.kateboss.pl
Trwa ładowanie komentarzy...