Kate Boss - BLOG

O autorze ↓

W trzy lata z nieznanej dziewczyny stała się czołową fotografką street fashion na świecie

Na zdjęciu Garance Dore - jedna z najpopularniejszych i najbardziej szanowanych bloggerek na świecie, z którą Asia realizuje wspólne projekty. Fot. Asia Typek
Ta dwudziestosiedmioletnia eteryczna blondynka, otrzymała w tym roku nagrodę miesięcznika ELLE w kategorii „odkrycie roku”. Asia Typek – specjalizująca się w fotografii „street fashion” – jest fotografką, która w ciągu trzech lat, z nieznanej nikomu dziewczyny, stała się jednym z najgorętszych nazwisk w tej dziedzinie fotografii. Pracuje między innymi dla V-Magazine, Stylecaster, Highsnobiety czy Garance Dore. Jest niezwykle skromna. Słowa ‚niezwykle’ używam nieprzypadkowo. Kiedy o sobie opowiadała, miałam wrażenie, jakby cały czas nie dowierzała we własny talent. Mówiła „ja tylko robię zwykła zdjęcia…”. Zaskoczyła mnie również jej uważność. My faktycznie rozmawiałyśmy, będąc ciekawe siebie i swoich historii. W dzisiejszych czasach, kiedy ludzie są tak bardzo skupieni na sobie, prawdziwe zainteresowanie drugim człowiekiem, to niezwykła rzadkość…

Dom rodzinny…

Z domu rodzinnego wyniosłam pracowitość i obowiązkowość. To pewnie zasługa tego, że po szkole mój czas praktycznie w całości wypełniały zajęcia dodatkowe – tańce, chór, szkoła muzyczna, balet, czy nauka języków obcych. Myślę, że nauczyło mnie to również punktualności. Moi rodzice są nauczycielami, więc raczej o spóźnianiu się, czy innych szkolnych wyskokach, nie było mowy, przynajmniej do czasu studiów :)



Rodzice nauczyli mnie również otwartości na świat, choć do dzisiaj krążą po domu anegdoty, że byłam bardzo strachliwym dzieckiem, które pytało się mamy o wszystko – nawet o to, czy może zjeść kanapkę z masłem. Ta moja lękliwość spowodowała, że byłam bardzo posłuszna. Nigdy, na przykład, nie uciekałam ze szkoły, a do domu wracałam maksymalnie o 22. Z czasem na szczęście mi to przyszło, i jak każda nastolatka miałam też okres buntu.

Pamiętam, że praktycznie każdego roku rodzice zabierali mnie z siostrą na wakacje za granicę. Pierwszy raz samodzielnie wyjechałam do Szkocji. Miałam wtedy 17 lat. W czasie studiów, dzięki programowi Erazmus, pół roku spędziłam w Portugalii. Tam, z paczką przyjaciół, nieustannie organizowaliśmy jakieś wyjazdy. Tak zobaczyłam Maderę, Madryt, Maroko i kilka innych, pięknych miejsc. Myślę, że te moje doświadczenia podróżnicze otworzyły mnie na świat. Dzisiaj do przodu popycha mnie chęć zrobienia czegoś nowego w życiu. Poznania. Zobaczenia. Wiem, że zawsze mam drogę powrotu, a to sprawia, że mam odwagę sięgać po to, czego pragnę.
Fotografia

W zasadzie tuż po studiach i stażu w agencji reklamowej, całkiem przez przypadek, trafiłam do agencji modelek Division, tej samej, która odkryła Anję Rubik. Tak się złożyło, że Lucyna Szymańska – założycielka i właścicielka Division, szukała asystentki.

Po dwóch latach wiedziałam już, że chcę spróbować w życiu jeszcze innych rzeczy. Zawsze lubiłam fotografię. Pewnie dlatego założyłam z koleżankami blog, na który wrzucałyśmy zdjęcia polskiego street fashion. Traktowałyśmy to jednak jako zabawę. Z czasem zdałam sobie sprawę, że chciałabym spróbować zająć się fotografią profesjonalnie. Ta wewnętrzna decyzja była pierwszym krokiem do tego, co wydarzyło się później. Któregoś dnia po prostu zabookowałam bilet i wyjechałam do Nowego Jorku. Zaczęłam od stażu w Models.com, asystowałam fotografom na sesjach zdjęciowych. Później zaczęłam robić pierwsze testy modelkom i oczywiście zdjęcia fajnie ubranym ludziom na ulicy. To właśnie fotografowanie mody ulicy sprawiało mi największą przyjemność. Dlaczego? Sama nie wiem. Nie jestem fanką mody. Lubię ten rodzaj fotografii ze względu na ludzkie emocje, które zatrzymuję w klatce. Podążam za ludźmi, za tym jednym momentem, za ich naturalnością. Zdjęcie robię właśnie wtedy, kiedy zaczynam czuć człowieka i sytuację.
Praca dla największych

W moim życiu jest wiele zbiegów okoliczności. Jestem zwykłą dziewczyną z Tomaszowa Lubelskiego, która jako nastolatka pasjami oglądała najpopularniejsze blogi modowe na całym świecie. Wtedy nie marzyłam nawet, że dla tych największych będę kiedyś pracowała. Skończyłam dziennikarstwo. Nigdy nie miałam artystycznych wizji siebie.

Garance Dore to był zupełny przypadek. Będąc pierwszy raz na stażu w Nowym Jorku, Garance zorganizowała pop-up event, na którym sprzedawała swoją papeterię i grafiki. Poszłam wtedy na to wydarzenie i zrobiłam kilka zdjęć. Wrzuciłam je potem na Instagram. To było w marcu. W lipcu, będąc z rodzicami na wakacjach, otrzymałam maila od jej asystentki z zaproszeniem na spotkanie i rozmowę. Spotkanie odbyło się we wrześniu, ale wtedy nic nie wyszło z naszej współpracy. Dopiero w kolejnym sezonie, po raz pierwszy zrobiłyśmy wspólny projekt. Do tej pory nie rozumiem dlaczego napisali akurat do mnie. Zdjęcie, które zrobiłam Garance, było zupełnie zwykłe, takie jakich milion w sieci.

Podobnie było z sesją u Alexiego Lubomirskiego, który po wysłanym przeze mnie mailu, w odpowiedzi zaprosił mnie na sesję w Paryżu, do chińskiego Vogue.

Takich sytuacji, kiedy zgłaszają się do mnie znane osoby lub marki, które są zainteresowane moimi zdjęciami, tylko dlatego, że gdzieś je widzieli, zdarzyło się w sumie całkiem sporo. Jedno moje na tysiące innych, które właśnie im się spodobało. Wciąż mnie to zaskakuje…

W najbliższym czasie będę miała również swoją pierwszą wystawę w Paryżu. Żartuję sobie, że to kolejny ‘przypadek’, bo faktem jest, że organizatorce moje zdjęcia wpadły w ręce całkiem niechcący…
W Polsce …

W Polsce nie ma ludzi na ulicy. Oczywiście to pewnego rodzaju skrót myślowy. Nawet teraz, kiedy idziemy Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem, mijamy tysiące ludzi, nie mam kogo fotografować. Za granicą ludzie są otwarci, uśmiechnięci. Wychodzą w godzinach lunchu. Są zawsze ciekawie ubrani. Kiedy byłam w Londynie czy Nowym Jorku, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wrócić do domu bez zdjęć. To całkiem inaczej niż tutaj, na przykład w Warszawie.

Wszyscy mówią, że w Polsce dużo się zmienia. Mówi się nawet, że jeśli chodzi o modę i styl, jesteśmy trochę młodszym Berlinem… Ja tego nie widzę. Jest wiele świetnie ubranych ludzi, ale na ulicach miast raczej ich się nie widuje. To wynika z naszego stylu życia. Podobnie jest z naszym zawodowym profesjonalizmem. Bardzo często niestety, ludzie nie odpisują na maile, albo długo czeka się na odpowiedź (oczywiście jest też wiele osób, z którymi rewelacyjnie się pracuje pod każdym względem). Na Zachodzie jest odwrotnie. Zawsze można się spodziewać konkretnej odpowiedzi. Bardzo to cenię. Ludzie z tobą pracują, bo podoba im się to co robisz. To wszystko.
Moda w Polsce…

Patrzę przez pryzmat tego, co widzę na ulicach miast. Ubrania ciągle dla wielu z nas są po prostu za drogie, dlatego kupujemy w sieciówkach. Widoczny jest także brak różnorodności. Na pewno jest lepiej niż było, ponieważ powstaje wiele świetnych, świeżych marek z pomysłem. Wciąż jednak mam wrażenie, że boimy się wyróżniać. Kto się wyróżnia, bardzo często jest krytykowany – stąd też pewnie u nas ta zachowawczość.

Jestem…

rodzinna, ale nie przywiązuję się do ludzi. Mam bardzo bliskie przyjaźnie, które trwają od wczesnej młodości. W zasadzie wszędzie jestem sama. Podróżuję sama. Fotografuję sama… Czasem czuję, że chciałabym jednocześnie być tutaj, ze swoją rodziną i tam, gdzieś daleko w świecie, który jest dla mnie taki ciekawy…

Jestem konkretna – „od – do”. Praktyczna i pragmatyczna. Nieśmiała. Mimo tego, bardzo lubię ludzi. Nie muszę jednak z nimi non stop rozmawiać, wystarczy, że z nimi jestem i, że ich obserwuję. Lubię słuchać. Lubię, kiedy dużo się dzieje, kiedy wszystko się zmienia.

Nie mam siły przebicia, zawsze stoję w rogu i obserwuję. Nie rozpycham się łokciami. Poproszona o przesunięcie się – robię to. Jestem odważna, ale tylko wtedy, kiedy sama o tym decyduję. Motywuje mnie samodzielność. Szybko się nudzę. Cały czas chcę więcej – zrobić, zobaczyć. Męczy mnie bezczynność. W kwietniu planuję na przykład polecieć do Australii.

Chciałabym pracować dla…

Najważniejsze jest dla mnie chyba to, że cały czas robię to co lubię. Zaczynam kolejne projekty, poznaje nowych ludzi i dzięki temu cały czas się rozwijam. Najgorsza chyba jest stagnacja i to, że nie widzi się progresu. Lubię sama wyznaczać sobie cele i motywować się do ich realizacji, bo prawda jest taka, że samo nic się nie dzieje. Wiele energii i wysiłku wkładam w to, by mieć życie jakie zawsze chciałam mieć.
Trwa ładowanie komentarzy...